czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdzial VI : Adore you.

Wondering where you been all my life.



        Wstałam rano z trudem. Nie chciałam znowu przyzwyczajać się do porannego wstawania, chociaż miałam tylko sześciodniową przerwę. Zsunęłam się z łóżka i poszłam pod prysznic, jak najciszej umiałam, by nie zbudzić swojego brata. Shakira została w szpitalu z Milanem, bo dalej nie znają powody gorączki małego. Muszą zrobić dodatkowe badania, ale nie ma większego zagrożenia dla dziecka.
        Wysuszyłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam swoje długie, blond loki. Dzisiaj był poniedziałek, czyli początek tygodnia z mundurkiem. Ubrałam na siebie czarne, obcisłe rurki. Przejrzałam się w dużym lustrze i z satysfakcją stwierdziłam, że podkreślają moje długie, szczupłe nogi. Jednak zrezygnowałam z nich, bo posłuchaniu prognozy pogody na dzień dzisiejszy, Ugotowałabym się w nich do czternastej. Z tego co wiem, można było użyć swoich ubrań, ale żeby nie różniły się zbytnio od mundurków. Założyłam ten bordowy sweter i koszulę bez rękawków pod sweter. Wyciągnęłam kołnierzyk i założyłam czarną, rozkloszowaną, skórzaną spódnicę. Na nogach miałam czarne vansy. Założyłam plecak i zeszłam na dół. Gerard właśnie zjadł śniadanie.
        Kiedy mnie zobaczył, udławił się sokiem i uśmiechnął szeroko.
- Jeju ale ty jesteś śliczna.
- I tak masz mnie zawieźć do szkoły.- wysłałam mu buziaka i wzięłam pieniądze z lady, który miałam wziąć ze sobą. Po szkole nie miałam żadnych planów, miałam zeszmacić się komunikacją miejską i wrócić do domu. Pewnie pojadę do Shak, a potem pogadam z bratem na temat pianina w moim pokoju. Przede wszystkim nie chciałam, żeby przeszkadzało mu to jak gram. Jemu, albo Isabel i Milanowi.
        Mój brat zawiózł mnie pod samą szkołę i jak myślałam- wzbudzilo to zainteresowanie innych. Zirytowało mnie to, że kiedy wyszłam z samochodu, to trzech chłopaków wchodzących do szkoły nieustannie próbowało jakoś mi zaimponować, nie rozmawiając ze mną. Poszłam pod salę, gdzie miałam mieśc pierwszą lekcję- biologię. Skromnie mówiąc, z każdego przedmiotu byłam dobra. Żaden nie sprawiał mi kłopotów. Nie musiałam siedzieć całymi dniami w książkach, zeby mieć piątki czy ocenę wyżej. To był pewnego rodzaju talent, którego niestety Pique nie posiadał. A szkoda, może byłby lekarzem, a nie kopaczem? Kto wie?
        Weszłam do Sali, skupiając na siebie wzrok całej klasy. Nauczycielka uśmiechnęła się do mnie życzliwie i zdjęła okulary z nosa.
- Klaso, od dzisiaj dołączyła do nas Natalia Pique. Mam nadzieję, że przyjmiecie ja miło i pomożecie w odnalezieniu się w nowej szkole, a tobie życzę miłej nauki.- uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję.- odwzajemniłam gest. Chciałam być miła, żeby nie narobić sobie problemów na samym początku.
- Może opowiesz coś o sobie? Bo chyba nie mieszkałaś dotychczas w Barcelonie?
- Sądzę, ze nie ma o czym mówić. Mam życie jak każdy inny.- wzruszyłam ramionami. Mogłabym o nim opowiedzieć, tym samym przyklejając do siebie naklejkę zarozumialstwa. Cholernie nie chciałam, żeby ktoś tak o mnie myślał.
- Niezła ta siostrzyka Pique.- usłyszałam, kiedy siadałam w ławce pod oknem. Odwróciłam się do tyłu, skąd słyszałam ową informację.
- Na pewno nie w twoim zasięgu.- odparowałam z pewną siebie miną. Za mną siedziało dwóch przystojnych chłopaków. Nie widziałam ich wcześniej, ale muszę przyznać, że nie widziałam przystojniejszych równieśników. Lubiłam siadać przy oknie, wtedy mogłam patrzeć na przyrodę, rozwijającą się za nim. Rozejrzałam się powoli po swojej nowej klasie. Było osiem dziewczyn razem ze mną i dziesięciu chłopaków. Oprócz tych dwóch za mną to rewelacji nie było, również wśród dziewczyn. Zamiast skupić się na lekcji, myslałam, czy nie warto zapoznać się z jakimś chłopakiem i trzymać się z nim. Dziewczyny bardzo widocznie przyglądały się mi i traktowały jak wroga, chociaż mnie nie znały. Bawiło mnie to. Poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia i odwróciłam się z obojętną miną.
- Dobra jesteś, będziemy mówić na ciebie Pique, nie obrazisz się?- zapytał jeden z tych chłopaków.
- Nie sądzę, aby było to dobre posunięcie.- odrzuciłam włosy do tyłu.
- Jestem David, a to Rafael. Trzymaj się z nami mała, a tu nie zginiesz.
- Myślę, że i bez waszej pomocy nic by mi się nie stało. A jeśli myślicie o autografie mojego brata albo któregoś z chłopaków, to od razu możecie odpędzić od siebie te fantazje. Zawsze odpowiadam tak samo.
- Myślę, że jesteś całkiem miła, kiedy nie udajesz zimnej suki.- odezwał się drugi z chłopaków, ten przystojniejszy. Uniosłam teatralnie brew. Lekcja minęła mi szybko, ciągle zaczepial mnie David i Rafael. Przynajmniej nie byłam tutaj sama.
        Niemal wszystkie zajęcia przegadałam z chłopakami, którzy zapoznali mnie z całą klasą. Tak, dziewczyny mnie nienawidzily. Tylko jedna wydawala się miła. Miała na imię Julia i była blondynką, tak jak ja. Tylko, że była wyższa ode mnie i miała proste włosy do ramion. Polubiłam ją i siedzę z nią na wszystkich przedmiotach. Chłopaki nie pałają do niej większą sympatią, więc postanowili że będą ją ignorować. Ona nie była smutna z tego powodu, więc siedział w tym pewnie jakiś większy konflikt. Po szkole nie musiałam wracać busem, przyjechał po mnie Bojan.
- No to ja już się zwijam bo niania przyjechała. Pa.- uśmiechnęłam się do nowych znajomych, jednak Rafael złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- Czy to jest Bojan Krkić?
- No.
- I przyjechał po ciebie?
- No.
- Zemdleję zaraz.
- Serio?
- Idź już i miej świadomość, że nie jedna osoba chciałaby być na twoim miejscu.- uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest i przywitałam się przyjacielskim buziakiem w policzek z Bojanem. Weszliśmy do jego Audi.
- Pogodzona z Neyem?
- No tak, miałam się do was nie odzywać, dzięki że przypomniałeś.- powiedziałam z entuzjazmem i nie odzywałam się już do końca naszej przejażdżki. Hiszpan wiedział, że zaraz mi to przejdzie, ale i tak gorączkował się, abym zwróciła na niego uwagę.

        Shakira z Milanem wróciła w piątek, okazało się, że to była jakaś choroba układu pokarmowego. Milan jest wcześniakiem i jest podatny na choroby. Ja cały tydzień krążyłam między szkołą, domem i szkołą muzyczną. Czekałam na weekend, żeby odpocząć. Ale nie narzekałam. Poznałam dużo ludzi z innych klas, z którymi złapałam dobry kontakt. Nie byłam już obrażona na wystraszonego Bojana, rozczulił mnie tym, że przyniósł mi kwiaty. Podziękowałam mu ladnie, przytuliłam i kazałam iść ze szkoły. Potem cały dzień chodziłam z wielkim bukietem róż. Rafael zapowiedział mi, że jest zazdrosny. Oczywiście to były zarty. Taką mam nadzieję.
- Pamiętaj, że dzisiaj masz randkę z Neymarem.- przypomniała mi Isabel. Czyli ona też maczała w tym palce. Zaraz zacznę podejrzewać, że specjalnie otruła swoje dziecko tylko po to, żeby zostawić nam wolny dom.
- To nie randka, tylko najgorsze godziny w moim życiu.- mruknęłam i przeczesałam ponownie włosy. Ubrałam się w obcisłe, czarne rurki ze złotą plakietką z prawej stronie spodni. Założyłam również białą, koronkową bluzkę na ramiączkach, sięgająca połowy brzucha. Na nogach miałam białe air force za kostkę. Zrobiłam delikatny makijaż i siedziałam w kuchni z bratem.
- Czemu tak bardzo go nie lubisz?- spytał, upijając łyk soku winogronowego. Oboje byliśmy od niego uzależnieni, dziwne uczucie być uzależnionym od jakiegoś napoju. Ale ja do tego jestem uzależniona od gum do żucia. Pod koniec dnia zawsze bardzo boli mnie szczęka.
- Bo jest arogancki, samolubny, nieznośny i zadufany w sobie.- odpowiedziałam na jednym wdechu. Mój brat podrapał się po idealnie ułożonej fryzurze. Dziwne jest, że jej dotknął. Miał fioła na punkcie uczesania. 
- Może i trochę arogancki jest, ale nie sądzę żeby był taki, za jakiego go uważasz.
- No to widocznie jest taki dla mnie. Pamiętaj, że ja się nigdy nie mylę. Jak chodziło o Ibraimovicia to od razu mówiłam, że nie popędzie tutaj długo. I co? I już nie masz kogo bzykać.
     Gerard zmierzył mnie karcącym wzrokiem i widziałam, jak powstrzymuję się od złośliwego komentarza. Jego partnerka chcąc zrobic mu na złość, wybuchnęła głosnym śmiechem. Na nią również spojrzał morderczym wzrokiem, następnie jakby nie było tej rozmowy, wrócił do tematu Brazylijczyka.
- Postaraj się go poznać, jak wrócisz to powiesz mi, czy na pewno jest taki za jakiego go uważasz.- tym zakończył i odłożył szklankę do zmywarki. Jakby nie chciało mu się umyć jednej, małej szklaneczki.
- Serio nie chcę Ci się tego zmyć? Przecież to nic!
- Ja już was znam, zacznę zmywać to przylecicie z milionami innych nauczyć.
        Przewróciłam teatralnie oczami i bawiłam się swoim nowym telefonem. Dużej zmiany nie ma, zamieniłam iPhone 4 na iPhone 5S. Oczywiście nie obyło się bez interwencji Gerarda, który od razu zakupił mi obudowę z herbem Dumy Katalonii. Chciałam, żeby ten dzień się już skończył. Jedyną rzeczą o jakiej marzyłam, był sen. 
Usłyszałam dzwonek do drzwi i wstałam, wiedząc że to Neymar. Niechętnie do nich podeszłam i otworzyłam.
- Cześć.- uśmiechnął się.
- Cześć.- powiedziałam obojętnie.- Geri ja wychodzę.- poinformowałam brata. Ten podszedł do drzwi i pocałował mnie w czoło.
- Jak jej się coś stanie to wyrwę ci jaja.- poklepał piłkarza przyjacielsko po ramieniu i zamknął drzwi, życząc nam miłej zabawy. Brazylijczyk jeszcze chwilę patrzył przerażony w drzwi, a potem na mnie. Wzruszyłam ramionami i zeszłam ze schodków.
- Jest opiekuńczy. Kocha mnie, przynajmniej tak mama mówi.- westchnęłam cicho.
- Kocha Cię.- potwierdził i otworzył mi drzwi w swoim porsche. Miało małe wgniecenie, spojrzałam na niego pytająco, chcąc jakoś zacząć rozmowę.
- Co Ci się tam stało?- wskazałam palcem na tylnie drzwi, a ten zaśmiał się głośno. Zmarszczyłam brwi, bo jeśli śmiał się ze mnie, to ma pewność, że więcej z nim nigdzie nie wyjdę. Chwila, i tak nie zamierzam nigdzie z nim wychodzić. Tylko dzisiaj bo Puyi mi grozi. Ciekawe czy mogłabym to zgłosić na policję.
- Twój brat ma bardzo twardą głowę.- odpowiedział, kiedy skonczył się śmiać. Spojrzałam na niego dziwnie.
- To dlatego byłw szpitalu wtedy?
- Nie, był w szpitalu bo Mascherano go ugryzł.
- Zastanawiam się czy Masche potrzebuje kagańca, czy Suarez.- mruknęłam i oparłam czoło o szybę. Prawie usypiałam, kiedy Ney powiedział, że dojechaliśmy na miejsce. Delikatnie dotknął mojego ramienia. Spojrzałam na niego zaspanym wzrokiem.
- Zmęczona?- zapytał cichym głosem, patrząc czule na moją twarz. Przygryzłam delikatnie dolną wargę i zmusiłam się, żeby popatrzeć na niego obojętnie. Jednak kiedy widziałam jego piękne oczy, w których widocznie były dziwne iskierki, nie mogłam się powstrzymać. Nie umiałam spuścić wzroku, chociaż bardzo tego chciałam.
- Po cały tygodniu nauki.- westchnęłam, nareszcie uwolniając się od wzroku piłkarza.
- Na szczęście już nie chodzę do szkoły.- uśmiechnął się cwaniacko, a ja teatralnie przekręciłam oczami.- Chodź.- otworzył mi drzwi i podał rękę. Spojrzałam na niego dziwnie, ale wyszłam, ignorując wyciągniętą dłoń.
- Gdzie jesteśmy? Nie poznaje tego miejsca.- powiedziałam zdziwiona, rozglądając się w koło. Neymar uśmiechnęła się i wskazał na wzgórze.
- Tam. Nie byłaś tu nigdy?
        Pokręciłam jedynie głową. Była tu jakaś woda i wzgórze, gdzie właśnie szliśmy. Ścigaliśmy się kto dotrze tam pierwszy. Oczywiście, że ja. Jestem niższa i szybsza od niego. To daje mi przewage. Na zawodach zawsze trener wmawiał, że wyżsi nie mają najlepiej, bo to niżsi mają mniejszy ciężar który rozkładają na podłożu poprzez ułożenie stopy.
        Jakże wielkie było jego rozczarowanie, kiedy czekałam na niego opierając się o drzewo z pewnym siebie uśmiechem. Pomachałam mu, a ten spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
- Ale  ty mnie wkurzasz.- podszedł do mnie pewnie, bardzo blisko. Nasze buty stykały się ze sobą. Oboje mieliśmy air forcy. Spojrzałam w dół i uśmiechnęłam się, bo przecież nie wiedziałam, że ma takie buty. Założyliśmy je w tym samym czasie.
- Ale ty jesteś głupi.- spojrzałam wyzywająco w jego oczy. Oparł obie ręcę o drzewo za mną, ale wywinęłam mu się i ze śmiechem poszłam dalej. Widziałam, jak mówi coś pod nosem, a potem dołącza domnie.
- Zamknij oczy.- poprosił i stanął za mną, zakrywając oczy.
- Ale dlaczego?
- Po prostu zamknij.- mruknął cicho, a ja posłuchałam się go. Nie długo szliśmy, jakieś pięć minut od momentu kiedy zasłonił mi oczy. Ustawił mnie jakoś przodem do wiatru. A co jeśli chce mnie zrzucić ze wzgórza i mieć spokój?
- Mogę już otworzyć?- spytałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. No pięknie, wywlekł mnie gdziś i chce zostawić na pastwę losu.- Ney...- zaczęłam niepewnie, chcąc otworzyć oczy, ale bałam się tego co mogę zobaczyć.- Neymar to nie jest śmieszne.- pisnęłam i tupnęłam nogą, przez co prawie się przewróciłam. Złamałam się i otworzyłam oczy, a to co zobaczyłam przerastało moje najsmielsze oczekiwania. Piękny widok na całą Barcelonę. Było już ciemno, a wszystkie budynki były pięknie oświetlone. Z szeroko otwartymi oczami oglądałam widoki przede mną. Ale ciągle nie było Neymara. Stałam tam sama. Odwróciłam się i zobaczyłam go. Stał z czerwoną różą, z tym swoim uśmiechem.
- A więc, Natalio Pique, czy dasz mi szansę na lepsze poznanie siebie?- spytał, podchodząc do mnie. Cholera, coraz bardziej podoba mi się jego uśmiech. Spojrzałam na niego rozbawiona ale i rozczulona jego zachowaniem. 
- A mogę odmówić?
- A możesz nie niszczyć chwili i schować swoją maskę wrednej suki?- uniósł brew, a ja miałam ochotę wydrapać mu oczy za to co powiedział. Ale zaraz znowu się uśmiechnął no i nie miałam nic do gadania. Serce i oczy odpowiedziały same za mnie.
Uśmiechnęłam się i pokiwałam twierdząco głową. Piłkarz dał mi kwiatka, a ja zarumieniłam się, co dokładnie było widać na mojej bladej skórze.
        Spędziliśmy razem miło czas na rozmowie i wygłupach, ale nie zbliżyliśmy się do siebie tak jak w pokoju Milana czy w mojej kuchni. Trzymałam do niego dystans, chociaż widziałam jego niezadowolenie, gdy odsuwałam się od niego.
- Czemu się odsuwasz? Boisz się mnie?- spytał, kiedy kolejny raz zmieniłam swoją pozycję, bo uznałam, że siedzę ze blisko niego.
- Oczywiście, że się ciebie nie boję.- prychnęłam nerwowym śmiechem i przeczesałam palcami włosy.
- Doprawdy?- przysunął się, a ja napięłam ciało. Nie chciałam przebywać tak blisko niego. Spojrzałam na niego niepewnie.- Czuję jak na mnie reagujesz.- szepnął.
        Oblizałam koniuszkiem języka górną wargę, a następnie przygryzłam dolną, patrząc w oczy piłkarza. Widziałam, jak ten zjeżdża wzrokiem na moje usta. Dotknął dłonią mojego uda, a ja gwałtownie zadrżałam na ten dotyk.
- Widzę, jak reagujesz na mój dotyk.- nachylił się w moją stronę, trącając nosem delikatną skórę na moim policzku. Westchnęłam cicho.- Ja reaguję na ciebie dwa razy mocniej niż ty na mnie.- dodał.
        Podniosłam się na kolana i spojrzałam na niego, zażucając ręce na jego szyję. Usiadłam okrakiem na jego kolanach.

- Widzę, jak na mnie reagujesz.- powtórzyłam to samo co on mówił mi i przejechałam ręką w dól jego klatki piersiowej. Wszystkie jego mięśnie się napięły pod moim dotykiem, a ciekawe oczy przyglądały się temu o robię.- I nie wiem czy to jest dla ciebie dobre...- szepnęłam mu do ucha, zjeźdżając ręką pod jego koszulkę.

Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Do następnego:)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdzial V : Skinny love.

And I told you to be patient

      - NATALIA RATUJ!- uslyszalam przerazliwy pisk Shakiry. Poderwalam sie wraz z pilkarzami i poszlam szybko do pokoju piosenkarki. 

     Okazalo sie ze Milan ma goraczke, a Isabel nie wie czym jest to spowodowane. To pieciodniowe dziecko, goraczke moze spowodowac wszystko, nawet to , ze wzieli je tak szybko do domu i nie dali pod obserwacje lekarzom. Wzielam od niej dziecko i probowalam uspokoic, strasznie plakal. W koncu zaczelam cicho spiewac. Wiedzialam, ze nie pomoze to w zatrzymaniu goraczki Milana, ale chociaz postaram sie go uspokoic, zeby nie plakal. Przez moment nic sie nie zmienialo, ale potem placz przerodzil sie w marudzenie, a potem zasnal. W trzy minuty udalo mi sie uspokoic dziecko swojego brata, chociaz wczesniej nie mialam z dziecmi do czynienia. 

     Oparlem sie o framuge drzwi i usmiechalem sie. widok Natalii z dzieckiem nie tyle co mnie rozczulil, ale sprawial ze topnialem w srodku. Nadmiar slodkosci jak na jeden dzien. Do tego spiewala tak pieknie, mialem ochote sluchac jej godzinami. Wszyscy juz zeszli na dol, Shakira poszla sie uspokoic, a ja stalem i sluchalem spiewu siostry mojego kumpla. Milan juz zasnal, a blondynka stala z nim jeszcze przez jakis czas, usmiechajac sie. Potem polozyla go delikatnie do lozeczka, ale nie wyszla z pokoju. Oparla sie o lozeczko tylem do mnie, poniewaz pewnie nawet mnie nie zauwazyla. Odetchnela pare razy i odwrocila sie w moja strone. Nasze spojrzenia sie spotkaly. W tym momencie nie widzialem w niej dziewczyny pewnej siebie, ostrej. Byla delikatna, zagubiona i slodka dziewczynka. Zarumienila sie, co doskonale widac bylo na jej niemalze bialej skorze.Podszedlem do niej powoli i dotknalem jej dloni. Nie ruszyla sie, patrzyla na mnie wyczekujaco. Jedna reke polozylem na jej policzku, kciukiem masujac ciepla skore. Przymknela oczy i oblizala nerwowo swoje pelne wargi.
- Jestes taka...- nie wiedzialem jak w slowach opisac to jaka jest.
- Nie pocalujesz mnie, Ney.- wymruczala, wciaz z zakmnietymi oczasmi. Nie wiedzialem jak to odebrac ani co jej teraz odpowiedziec. Przyciagnalem ja blizej siebie, czulem jej slodki kokosowy zapach. 
- Otworz oczy.- szepnalem jej do ucha. Spojrzala na mnie swiecacymi oczami. Tymi pieknymi, idealnymi oczami. Przygryzla niewinnie warge, a ja juz nie moglem dluzej wytrzymac. Nachylilem sie nad nia, jedna reka trzymajac jej nadgarstek, a druga podtrzymujac twarz. Caly czas patrzylem w jej oczy. Kiedy nasze usta dzielily milimetry, Milan zaczal plakac. Natalia gwaltownie odeszla ode mnie  i podniosla dziecko. Stalem przez chwile w tym samym miejscu, a moje zazenowanie bylo nie do opisania. Brakowalo tak niewiele. 

     Nie poznawalam siebie, nie moglam pozwolic mu na zblizenie sie do mnie, bo wygra. Zalezy mu tylko na zaliczaniu lasek, a jestem kolejna na jego liscie. Dobrze ze Milan zaczal plakac. Podnioslam malutkiego na rece i zeszlam na dol, bez slowa mijajac pilkarza. 
- Shak, jedzcie z nim do lekarza.- powiedzialam podajac mojemu bratu dziecko.
- Masz racje, powinnismy to zrobic od razu.- westchnal Gerard i poszedl po kluczyki. Pomoglam Shaki zaniesc malego do samochodu i wrocilam do domu, gdzie czekali chlopaki. Gerard minal mnie w drzwiach i kazal zajac sie domem. Martwilam sie o zdrowie Milana, kocham go, jestem jego mam chrzestna. Wszyscy sie martwilismy, a ja prawie plakalam z nerwow. Cesc przytulil mnie i pocalowal w skron.
- Wszystko bedzie dobrze, nie denerwuj sie.- szepnal, probujac mnie uspokoic. Pokiwalam jedynie glowa i wpatrywalam sie w telewizor i tak nie ogladajac tego co w nim jest. 
- Nie martw sie.- Carles polozyl mi dlon na kolanie, klekajac na przeciwko mnie.- Milan to Pique, na pewno da sobie rade. Wszyscy z waszej rodziny daja sobie rade, nie pamietasz?- usmiechnal sie pewnie, dodajac mi otuchy. Nie pocieszaly mnie niestety zadne slowa i zapewnienia chlopakow, ze wszystko bedzie dobrze. Wstalam z kanapy i chodzilam po calym domu, chcac rozladowac napiecie.
        Bojan zaczynał mi tatusiować i kazał usiąść w końcu na tyłku, uspokoić się. Jednak tym razem sama nie potrafiłam się opanować, a przychodziło mi to zawsze z łatwością. Niby opanowana, zrównoważona. W takich sytuacjach wychodzi prawdziwa natura człowieka. Usiadłam w swoim pokoju na parapecie. Strasznie lubiłam tam siedzieć, wtedy miałam doskonały widok na Barcelonę. To miasto dawało mi więcej wsparcia od nie jednego człowieka.
        Musiałam uspokoić się, zebrać myśli. Milanowi nic się nie stanie, to tylko gorączka. Ale gorączka u noworodka nie jest niczym dobrym. Isabel wraz z małym mogła zostać jeszcze w szpitalu, na obserwacji. W tym momencie nie ma czasu na rozpamiętywanie i mówienie co można było zrobić. Milan wróci cały i zdrowy wraz z piosenkarką i moim bratem. Oni powiedzą z ulgą, że to chwilowe. Położą go spać i będą się śmiać z tej sytuacji. Grunt to myślenie pozytywne. Ale jak można myśleć pozytywnie, kiedy wszystko inne sobie zaprzecza?
        Jutro rano miałam iść do nowej szkoły i na tym powinnam się teraz skupić. Muszę dać z siebie wszystko, żeby osiągnąc wszystko. Do sukcesu nie ma windy, pozostają schody. Jakby to skomentował Tello, hipsterowski plecak w czarnym odcieniu. Na kieszonce miałam przypięty mały herb FC Barcelony. Jutro miałam zajęcia od ósmej do czternastej. Gerard przed treningiem miał mnie podrzucić do szkoły. Wiem, że zrobi to zamieszanie, ale nie mogłam tego uniknąć. W końcu jestem siostrą Gerarda Pique, prawda?
        Wytarłam kilka łez, ktore zdążyłam uronić i zeszłam do salonu. Chłopaki rozmawiali nerwowo między sobą. Nie zauważyli nawet mojego pojawienia się. Stałam w drzwiach i słuchałam o czym rozmawiają. Nie było to podsłuchiwanie, bo stałam w najbardziej widocznym punkcie pomieszczenia.
- Neymar uspokój ją, w końcu to twoja dziewczyna!- odezwał się Lionel, spoglądająć na młodszego napastnika. Brazylijczyk uśmiechnął się do niego krzywo.
- Nie jest moją dziewczyną.
- Serio?- spytali wszyscy jednocześnie. Piłkarz pokręcił przecząco głową. Reszta spojrzała po sobie zdziwiona. Nie wiedziałam skąd im to przyszło do głowy. Znam go kilka dni, więc jak mogłabym z nim być? Czy serio sądzą, że jestem jak inne dziewczyny z imprez jakie poznali? Trochę sie na nich zawiodłam, szczególnie na Cescu i Carlesie, którzy znali mnie od urodzenia. Postanowiłam przerwać tą żałosną rozmowę i weszłam głośno do pomieszczenia. Wszyscy spojrzeli się na mnie i nie mówili kompletnie nic.
- Przepraszam, miałam chwile słabości.- uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam na blacie w kuchni, która była łączna z salonem. Messi wstał i przytulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się, wtulająw w ciało Argentyńczyka. Zawsze łączyła mnie z nim ciekawa więź. Czułam się przy nim bezpiecznie i lubiłam przebywać w jego towarzystwie.
- Nie przepraszaj, jeśli chodziłoby o córkę Carloty to też bym się tak zachował.- odpowiedział uśmiechnięty Fabregas. Usiadłam między nim, a Leo.
- Nie chrzań, Carlota chciałaby żebyś ją do lekarza zawiózł.- Krkić puknął go w głowę, a Hiszpan spojrzał na niego morderczym wzrokiem. Zaśmiałam sie pod nosem. Lubiłam, kiedy sobie tak dokuczali. Rozbawiało mnie to, mimo że większości dziewczyn się do już znudziło i zaczęło irytować. Może dlatego, że byłam częścią nich? Nie byłam jedną z wags, ale ich rodziną, byłam z nimi jednością.
- Albo ona by nie pojechała i zgoniła wszystko na ciebie.- dodał Puyol.
- Dobra, Carlota nie bedzie miała na razie dziecka i nie rozmawiajmy o tym.- zakończył temat, a ja ponownie się zaśmiałam. Popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem, będąc dumnym z siebie. I miał racje, rozśmieszył mnie.
- Kocham was.- powiedziałam ze śmiechem. Bojan zrobił teatralne „Aww” i machał ręką przed oczami, żeby sie nie rozpłakać.
- My Ciebie też maleńka.- Cesc pocałował mnie delikatnie w policzek. Zachichotałam pod nosem, a moje spojrzenie przypadkiem zostało skierowane na Neya. Patrzył się na mnie jakby chcąc przeszyć wzrokiem. Imponowało mi to. Przy nocnej rozmowie miał racje. Podobał mi się, ale nie wierzyłam w to, że podobam się jemu, więc nie mam zamiaru się poddawać. Dalej będę trwała przy swoich racjach, ignorując zaloty młodego piłkarza.
- Muszę lecieć, Antonella wróciła do domu.- powiedział Leo, odkładając telefon. Bojan powiedział, że zabierze się z nim, tak samo jak Fabregas. Przytuliliśmy się na pożegnanie. Widziałam, że coś kombinują, bo po wyjściu cała trójka przybiła sobie piątke. Za chwilę Carles chciał się zmyć, ale kazałam zostać mu ze mną i Neyem. Zaraz potem napisałam sms’a do wszystkich trzech piłkarzy, doskonale wiedząc, że czekają na byłego kapitana Dumy Katalonii kilka przecznic dalej. „Nie tym razem chłopcy, on się nigdzie nie wybieraJ”. Nie dostałam odpowiedzi, słyszałam tylko chyba najgłośniejszy śmiech na swiecie. Śmiech Bojana Krkikća. Idioci stali przed domem, ale przeparkowali samochód za krzaki. Carles kręcił rozbawiony głową, a Neymar prawie turlał się po podłodze ze śmiechu. Stanęłam przodem do piłkarzy, którzy zostali w domu.
- Co jest z wami nie tak?- skrzyżowałam ręce na piersi, opierając się o telewizor.
- Skarbie, jesteś cudowna, ale zrozum młodych, mają swoje głupie pomysły i plany, które nigdy nie wychodzą.- odpowiedział mi Puyol, który cały drżał ze śmiechu.
- A ty wiedziałeś?- popatrzyłam na napastnika. Jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się rozbawiony całą tą sytuacją. Nienawidziłam ich prawie tak bardzo jak ich kochałam.
- Nie miałem nic do gadania. A też nie przeszkadzał mi ten pomysł.- puścił mi oczko, na co prychnęłam cicho.
- Dzieci moje drogie, a teraz opowiadajcie co wy odpieprzacie.- westchnął Puyi, usadawiając się na stole jadalnym. Stól jadalny w domu mojego brata był świętością. Gdy ktoś miał coś bardzo ważnego do powiedzenia, siadał na stole i miał natychmiastową uwagę. Na przykład jak Dani na imprezie.
- Co ty odwalasz?- chciałam podejść do niego, ale ten kazał mi siąść na kanapie. Obok Neya. Zrobiłam to niechętnie i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Terapia małżeńska potrzebna od zaraz, mówcie więc co wy odwalacie i o co się kłócicie? Poza tym Leo mi powiedział, że demoralizujecie małego Milana.
- Nie wiem o co ci chodzi.- mruknęłam i niestety zaczerwieniłam się, czego bardzo nie chciałam. Zdradziłam się tym, że coś jednak wydarzyło się w pokoju małego.
- Oj ty już dobrze wiesz o co mi chodzi.- odpowiedział ze śmiechem.- O co się więc kłócicie?
- My się nie kłócimy.- przewróciłam oczami i skupiłam wzrok na swoich nogach.
- To ona nie może przyznać że się jej podobam.- odparował Neymar, a ja zmierzyłam go morderczym wzrokiem.
- Nie przyznaje że mi się podobasz, bo mi się nie podobasz.- tym razem to on się oburzył i prychnął śmiechem, również krzyżując ręce na piersi.
- Nie wiem czy pamiętasz kochanie, ale w kuchni wydawałas się zachowywać zupełnie inaczej.
- I tak nic między nami nie zaszło.
- Jednak coś zaszło.
- To musiałeś być strasznie słaby, że tego nie pamiętam.
- Dość!- naszą wymianę zdań przerwał zażenowany obrońca.- Serio Natalia to było dobre, ale dość.- robił charakterystyczne ruchy rękoma. Usiadłam po turecki i nie patrzyłam się na nikogo. Chciałam pójść spać i nie myśleć o tej śmiesznej „terapii” jak nazwał to Carles.- Waszym problemem jest to, że oboje się sobie podobacie a nie umiecie tego przed sobą przyznać.
- Carles to jest niedorzeczne, słyszysz w ogóle co mówisz?- chciałam wstać, ale spojrzał na mnie takim wzrokiem, że wolałam nie wykonywać gwałtownych ruchów dla własnego dobra i bezpieczeństwa.
- Umówcie się na jakąś randkę. Tak, jeśli sami tego nie zrobicie, to zatargam was do jednego pokoju i zamknę na klucz. Dam wam gumki, żeby kolejnych Milanów nie było, tylko tak mówię.
- Nie.- powiedzieliśmy jednocześnie. To nie był dobry pomysł. My się nawet nie lubiliśmy, interesował nas w sobie tylko wygląd.
- Tak.- Puyol uśmiechał się szeroko, jakby już wygrał. Pokazał uniesiony do góry kciuk w okno, a ja zauważyłam w nim piłkarzy. Zapowiedziałam sobie, że nie odezwę się do nich do mojej osiemnastki. Tylko do wtedy bo ktoś musi dać mi jakiś fajny prezent.
- Albo zrobicie to grzecznie, albo sam za was zdecyduje.
- Puyol...- zaczęliśmy jednocześnie z Brazylijczykiem, ale ten uciszył nas gestem ręki.
- Neymar, zaproś grzecznie Natalię albo wiesz co ci zrobię.- rozbawiał mnie ton jego głosy i uśmiech na twarzy. To że siedział na stole, dodatkowo przyprowadzał mnie do ataku śmiechu, ale tłumiłam go kaszlem. Nie w tej chwili. Teraz byłam obrażoną księżniczką.
- Ale...
- Ney.- przeciągnął.
- Dobra...- powiedział cicho i spojrzał się na mnie.- Natalia, wyjdziesz ze mną gdzieś jutro?- spytał, a ja myślałam że śnię. Czy on serio jest takim debilem? Puyol uśmiechnął się i spojrzał wyczekująco na mnie. Oblizałam wargi koniuszkiem języka i również spojrzałam na piłkarza.
- Nie.
- NATALIA. Nie zmuszaj mnie, żeby codziennie przychodził do ciebie do szkoły, przynosił ci soczek z jabłuszkiem i będę przyprowadzał ci dziecko, nawet i z ulicy i będę mówił, że twoje za tobą tęskni.
        Spojrzałam na niego spod byka. Nie żartował, on nigdy w takich sprawach nie żartował. Na stole jadalnym się nie żartuję. Będę musiała spalić ten cholerny mebel bo są przez niego same problemy.
- Dobra.- odpuściłam po chwili. Ney uśmiechnął się triumfalnie.
- Pięknie. Nasz kochany da Silva przyjedzie po naszą Natalię jutro o 19.
- Jak już to w piątek, mam szkołę.- przypomniałam im.
- Dobra.- zgodził się Brazylijczyk. W co ja się wpakowałam...

Nudy jak zwykle:) Następne będą ciekawsze, przysięgam! Do następnego:* 

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdzial IV : Can't remember to forget you.

      I do anything for that boy


     Polowa pilkarzy rozeszla sie po domach, najwieksi zawodnicy zostali. Czyli kto zgodzil sie grac w rozbieranego pokera? Ja, Dani, Natalia, Pique, Fabs, Bojan, Messi, Alexis i Puyol. Nie powiem, lubilem grac w pokera, ale rozbiewany w towarzystwie niemalze samych mezczyzn nie bedzie taki podniecajacy jak z kobietami. Chociaz wystarczalo, ze Natalia tez gra. Chetnie pogralbym z nia sam na sam, w mojej sypialni. Denerwowalo mnie troche to, ze Bojan lezal na jej ramieniu. Nie wiedzialem dlaczego, znam ja dwa dni, a denerwowalo mnie, ze inni mezczyzni w ogole moja ja dotknac, albo patrzec i myslec tak jak ja o niej mysle. Siedzialem na przeciwko niej, majac dobry widok. Gdyby nie jego glowa na jej drobnym ramieniu to byloby idealnie. Dokladnie widziala, ze patrze tylko na nia, a ja specjalnie przygladalem sie miejscom, gdzie nie powienienem. Lubilem, jak sie denerwowala i robila ta slodka minke.
- No to panowie i moja siostro- Bojan jak jeszcze raz ja dotkniesz to odkroje ci leb- zaczynamy gre!- powiedzial, a Krikic odskoczyl od niej. Pokrecila rozbawiona glowa i wziela do reki karty, opierajac sie o sciane za nia. I wtedy zaczela sie gra.

     Mialam najlepsze karty. Ale mine jak zawsze przy tej grze, obojetna. Nie kazdemu to wychodzilo, bo Dani podnoszac karty prawie od razu przeklal i pokrecil glowa. Nie wytrzymywali nerwowo, jeszcze bo takiej ilosci alkoholu. Milan sobie spal z Shaki na gorze, nie slyszeli nic. Chlopaki starali sie byc cicho, ale nie wychodzilo im to tak jak trzeba. Gralismy, nie rozmawiajac o grze, dopoki ktos nie  musial zdjac czesci odziezy.
- Posmiejmy sie z kogos.- powiedzial nieznacznie Alves. Ten to aby sie by z kogos smial jak jest nachlany. Ze mnie tez czesto sie nabijali, ale umialam sie im odgryzc.
- Pepe ostatnio by mnie zabil, stanal mi na reke czaisz, on nie tylko w meczach taki jest...- zaczal Bojan, zdejmujac swoja koszulke. Bylam przyzwyczajona na takie widoki, wiec nie robilo to na mnie zadnego wrazenia.
- To u niego normalne, nie trzeba sie przejmowac.- odpowiedzial moj brat, pocieszajac swojego kochanka.
- Pepe to bardzo pokojowo uosobiony defensor, nie wyzywajcie go.- zrobilam dziubek, udajac niezadowolona mine.
- Luiz wyglada jak mop.- oho, zaczelo sie obgadywanie, a nie wysmiewanie sie,. Nikt sie nie smial, kazdy powaznie mowil to co mysli, a wychodzilo na to, ze ja ich uspokajalam.
 - Przystojny jest.- wzruszylam ramionami, a wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie, szczegolnie moj brat.- No co?
- Ty o szkole gowniarzu mysl, a nie o mopach!- skarcil mnie i musial zdjac swoja koszulke. Rzucil ja na mnie, a ja pisnelam i odrzucilam ja gdzie w bok. Nienawidzilam zapoconych koszulek i zapoconych ludzi jak i ich rzeczy, nie lubilam przytulac sie do brata po meczu. Odtracalo mnie to.
- Jak juz mowimy o Chelsea...- spojrzalam na Fabsa smutnym wzrokiem, z wiadomych wszystkim przyczyn- Cesc Fabregas, bardzo kocha kibicow Arsenalu...
- Natalia...- zaczal cicho.
-..."zabijcie mnie jesli przejde do Chelsea"...
- Prosze Cie.
- Zalezy mu tylko na pieniadzach i na dziewczynie, ktora juz dawno wygladem przypomina babcie, nie ko...- nie moglam powiedziec nic wiecej, bo polozyl mi rece na policzkach i przyciagnal do swoich ust, mocno calujac. Wyrywalam sie, ale wiedzialam ze spor z nim nie ma sensu, wiec nie robilam nic. Czulam, jak probuje poglebic pocalunek, zdziwilo mnie, ze w ogole odwazyl sie takie cos zrobic. Oderwal sie ode mnie dopiero po jakis trzech minutach, wszyscy patrzyli sie na nas zdezorientowani, wlacznie z moim bratem i schodzaca po schodach Shakira.
- No co? Nie zamknelaby sie.- wzruszyl ramionami. Spojrzalam na niego szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Pique o malo nie wylazl z siebie, kiedy dotarlo do niego co przed chwila sie wydarzylo, ale udalo sie mu opanowac.
- A niech cie Hazard kopnie.- mruknelam i niestety, wypadlo, ze musze zdjac jakas czesc gaderoby.
- No Natalia, zdejmuj!- krzyknal Bojan, za co dostal w glowe od mojego brata. Myslalam, ze powie cos w   stylu, ze ja nie musze nic zdejmowac,ale nic nie powiedzial. Nie odezwal sie, patrzyl na mnie wyczekujaco, a kiedy chcialam sie wycofac, nazwal mnie tchorzem. Nie moglam pozwolic, aby inni nazywali mnie tchorzem! No i zdjelam.

     Moje serce prawie wyskoczylo z piersi, a spodnie od razu staly sie ciasne. Widzialem ja, taka idealna. Bez koszulki. Nie czula sie niepewnie, co jeszcze bardziej mnie podniecilo. Sama w koncu mowila, ze pilkarze sa dla niej jak bracia. Bylem zadowolony, ze nie wstydzila sie mnie. Podlapala chyba, jak na mnie dziala i chciala zrobic mi na zlosc. Patrzyla sie wyzywajaco w moje oczy, nie moglem wiec odwrocic wzroku. Czasem niby nieswiadomie oblizywala swoje pelne wargi, ale kiedy ramiaczko od stanika zsunelo sie jej i wisialo na ramieniu, a ona nie poprawila go i grala nadal, myslalem ze nie wytrzymam napiecia. Ostatecznie wygral Alves, ktory byl najbardziej zjarany i pijany, jednak nie musial zdjac zadnej czesci odziezy. Zaraz potem zasnal smacznie na kanapie, a reszta zaczynala sprzatac. Natalia pobiegla do kuchni. Nie wiedzialem po co, ale chcialem pomoc Pique sprzatac. Zanioslem do kuchni szklanki, a kiedy sie odwrocilem- zamarlem. Co byscie zrobili na moim miejscu, kiedy dziewczyna waszych marzen, stala by na palcach, opierajac sie o parapet. Niby nic, ale ona stala tak wypieta, ze prawie widzialem jej caly tylek, do tego byla w samym staniku.
     Przelknalem sline i cichutko podeszlem do niej. Polozylem dlonie delikatnie na jej biodrach, a ona wzdrygnela sie, i odwrocila gwaltownie. Oparla sie bardziej o parapet, jakby chcac jakos uciec. Przycisnalem sie do niej tak blisko, ze czulem jej cieplo. Jej piersi przyciskaly sie do mojej klatki piersiowej, a ja szalalem z kazda chwila coraz bardziej. Spojrzala mi wyzywajaco w oczy. Nie wiedzialem jak odczytac jej zachowania. Byly trudne i dziwne, nigdy sie tak nie zachowywala w stosunku do mnie. A może po prostu nie zauważałem tego. Patrzylem na nia z gory, czulem ze jest taka malutka i bezbronna w moich rekach. Oparla sie rekami luzno o parapaet i ochylila do tylu.
- To co zamierzasz, panie da Silva?- oblizala swoje pelne wargi, patrzac sie caly cas wyzywajaco w moje oczy. Jedna ręką zjechałem na jej pośladki i ścisnąłem, a drugą docisnąłem ją do siebie.
- To co zamierzasz zrobic, pani Pique?- odpowiedzialem jej, patrzac na nia spragnionym wzrokiem. Gydybym mogl zrobilbym to z nia tu i teraz, ale nie w domu Geriego. I tak juz teraz ryzykowalem utrata jedynek.
     Wspiela sie na palce, zarzucajac mi rece na szyje. Niby przypadkiem zaczepila warga o moja warge.
- Pojde spac.- szepnela mi do ucha i specjalnie odwracajac sie tylem i ocierajac sie tylkiem o moje krocze i wyszla z kuchni, ponetnie krecac biodrami. Przeczesalem palcami wlosy i postanowilem jak najszybciej wrocic do domu. Pozegnalem sie z kolegami i poszedlem do samochodu. Moze to wredne, ale nie chcialem meczyc sie z kolegami jak ostatnio i znowu wozic ktoregos pogryzionego przez innego kolege do szpitala. Wczesniej wzialem od Bojana numer do Natalii. Jechalem ulicami Barcelony, ciagle majac w glowie dzisiejsza sytuacje w kuchni. Jak ta mała mogla mna tak manipulowac i mnie tak zostawic.

     Kiedy lezalem na lozku przypomnialem sobie o numerze dziewczyny. Usmiechnalem sie, wzialem telefon i wybralem numer. Kiedy juz tracilem nadzieje ze odbierze, uslyszalem jej zaspany glos w sluchawce.
- Halo?
- W co jestes ubrana?- zapytalem, usmiechajac sie pod nosem. Bardzo chcialo mi sie spac, ale musialem jakos zwrocic na siebie uwage.
- Ty masz problem ze soba Ney.- stwierdzila po chwili ciszy. Poznala moj glos, chyba ze miala jakims cudem moj numer w co watpie.
- Odpowiedz.
- W bielizne.- odpowiedziala z westchnieciem. Rozmawiala ze mna jakos tak inaczej, wiedzialem, ze jest zaspana po jej glosie. Pierwszy raz jest dla mnie mila i pasowalo mi to, teraz mialem szanse zapunktowac u niej. Ale sam chcialem isc juz spac, wiec nie stac mnie bylo na romantyczne gadanie.
- Chcialbym cie teraz, w moim lozku...- mruczalem do sluchawki, pochloniety wizja blondynki w bieliznie.- taka jaka dzisiaj cie widzialem. Chcialbym powrocic do tego co sie wydarzylo w kuchni, gdzie czulem kazdy twoj najmniejszy kawalek ciala na swoim, kiedy czulem bicie twojego serca, czulem twoje cieplo i ten slodki zapach. Gdybysmy byli sami pewnie podnioslbym cie, posadzil na oknie...
- Idz spac.- powiedziala drzacym glosem. Szerzej sie usmiechnalem, wiedzialem ze to na nia dzialalo prawie tak samo jak na mnie. Nie mialem zamiaru teraz przestac.
- ...ty znowu slodko patrzylabys na mnie tymi pieknymi oczkami, odgarnelabys wlosy z ramienia, oblizalabys jezykiem swoje pelne, slodkie wargi... pocalowalbym kazdy kawalek twojego idealnego ciala...
- Ney, dobranoc.
- Podoba ci sie to, ze do ciebie dzwonie. Ze chce z toba spac i robic rozne rzeczy, podoba ci sie to ze mnie soba zainteresowalas.
- Dobranoc.- odparowala niepewnym glosem, a ja juz wiedzialem, ze wygralem.
- Podobam ci sie.
- Neymar...- wyjeczala, a ja wyobrazilem sobie, ze mowi to lezac pode mna.
- To dobrze, bo ty podobasz sie mi.
- Idiota.- mruknela i rozlaczyla sie, ale ja i tak usnalem z usmiechem na ustach. Cel na dzien dzisiejszy zostal wypelniony.

    Obudzilam sie grubo w poludnie, a w domu byla tylko Shakira z Milanem. Isabel lezala na kanapie, a malutki spal w sypialni mojego brata i piosenkarki. Zeszlam zaspana. Dzisiaj jest niedziela, czyli jutro ide do nowej szkoly. Jeszcze sie nie zaczela, a juz mialam dosc. Trudno bedzie mi wstawac rano.
- Czesc.- przywitalam sie z blondynka, a ona usmiechnela sie do mnie i wstala, idac do kuchni.
- Sniadanie gotowe, wyspalas sie?
- Powiedzmy ze sie wyspalam, chociaz co chwile sie budzilam.- upilam lyk soku pomaranczowego.
- To pewnie dlatego, ze spalas w nowym miejscu. Przyzwyczaisz sie, zobaczysz.
- Pewnie tak.
- Rozmawialas z kims w nocy?- spytala, kiedy zmywalam naczynia po sniadaniu. Wstrzymalam powietrze i przez przypadek upuscilam lyzke na podloge. Piosenkarka przygladala mi sie z podejrzliwym usmiechem na ustach.
- Czemu pytasz?- staralam sie zachowywac naturalnie. Podnioslam lyzke i odwrocilam sie do niej tylem, kontynuując wczesniejsze zajecie.
- Bo wstawalam do lazienki i wydawalo mi sie ze z kims rozmawiasz.
- Pewnie ci sie wydawalo.- ostatnia rzecza jaka teraz chcialam, to rozmowy z Shakira o moralnosci wzgledem facetow i tak dalej. Potrafila dac mi porzadny wyklad, a nie chcialam przede wszystkim, zeby Gerard sie o czyms dowiedzial.
- Tak? Bo slyszalam "Idz spac, Ney".
- Bedziesz mnie tak meczyc?- odwrocilam sie do niej i spojrzalam na nia blagalnym wzrokiem. Zasmiala sie pod nosem i przytulila mnie. Ciagle przygladala mi sie rozbawiona, a ja juz wiedzialam, ze w tej swojej malej pustej glowie tworzyla rozne scenariusze dotyczace mojej nocnej rozmowy z pilkarzem Dumy Katalonii.
- Przygladal ci sie wczoraj i to bardzo, z Carlesem zastanawialismy sie czy cos was laczy.
- Nic nas nie laczy, znam go trzy dni.- mruknelam, scierajac blat.- Ide wziac prysznic, a potem pojde na jakies zakupy bo nie przywiozlam duzo ubran.
- Poszlabym z toba ale nie moge, nie czuje sie jeszcze na silach.
- Jasne, zostan z Milankiem.- usmiechnelam sie i poszlam do lazienki. Kiedy sie kapalam, ciagle nucilam jakies piosenki. Dawno nie spiewalam, chcialam miec pianino, bo wtedy lepiej mi sie wczuc w piosenke. Pogadam z Gerardem, czy nie pozwolilby na postawienie mebla w jakims kacie w salonie albo w moim pokoju. Zawsze gdy do niego przyjezdzam, spie w tym pokoju, mam tu swoj meble kupione przez ojca, zdjecia, rzeczy. Pokoj jest bordowo-granatowy za sprawa Pique. Nie przeszkadzalo mi to, podobaly mi sie takie ciemne kolory. Mialam miejsce pod oknem, na ktorym czesto siadam i pijam herbate, czytajac ksiazke albo przygladajac sie Barcelonie. Kochalam to miasto, tutaj tylko czulam sie na prawde soba.
     Czulam sie wspaniale, kochalam wode. Chcialam plywac, ale jak zobaczylam budowe ciala plywaczek to zrezygnowalam z tego pomyslu. Ubralam na siebie w krotkie jeansowe spodenki z wyzszym stanem, luzna, biala koszulke z rekawkiem siegajaca za stanik i okulary przeciwsloneczne. Na nogach mialam czarne vansy.
- To ja spadam, kupic ci cos?- spojrzalam na Shak.
- Tak, kup mi cos duzego i drogiego.
- Kupie ci pralke, okej?
- Okej.- usmiechnela sie i pomachala mi. Wyszlam z domu i usmiechnelam sie. Tak bez powodu. Dlatego ze jestem w miescie, gdzie moge bys soba. Poszlam do galerii, szukajac czegos w co moglabym ubrac sie do szkoly. Zaraz... w szkole mamy mundurki. Duzo rodzajow mundurkow, mam kazde. Tylko kiedy mam zajecia dodatkowe, czyli w czwartek i piatek moge chodzic w zwyklych ciuchach. Wszystko przez to, ze to najlepsza szkola prywatna. Najpierw weszlam do sklepu z butami. Buty moglam kupowac ciagle nowe, ale u Gerarda mialam tylko te czarne vansy i wysokie air force. Wybralam krotkie, biale conversy i idealnie biale jordany flighty. Dlaczego kupowalam buty w dziale dzieciecym? Bo moj rozmiar byl dzieciecy. Mialam stope o rozmiarze 35, 36 ale rzadko to drugie. Czasami trzeba bylo zamawiac, zeby jakies dostac, na przyklad szpilki. Nic innego nie udalo mi sie kupic, wiec wzielam Milankowi misia, nie zapominajac rowniez o Shakirze.
     Wrocilam do domu dwie godziny po tym jak wyszlam, a Gerarda dalej nie bylo.
- Ty jestes nienormalna!- smiala sie piosenkarka, kiedy zobaczyla mnie w drzwiach.
- No chcialas cos duzego i drogiego, moze drogie nie bylo ale na pewno duze.- usmiechnelam sie do niej i podalam wielkiego balona malpke. Byl najwiekszy w sklepie, wiec postanowilam go wziac.
- Kochana jestes.- smiala sie, ale wziela ode mnie balona i postawila w sypialni.
- Co bys dzisiaj zjadla?
- A gotujesz?
- Tak.- usmiechnelam sie i weszlam do kuchni, stawiajac zakupy na stole.
- Zdaje sie na ciebie.
     Postanowilam zrobic piers z kurczaka w ziolach z ziemniakami i surowka. Kolumbijka uparla sie pomoc mi przy salatce, wiec mozna powiedziec ze obie cos ugotowalysmy i dobrze sie przy tym bawilysmy. Bardzo lubie pratnerke swojego brata. Mozna powiedziec, ze jest moja przyjaciolka, starsza siostra. Zawsze mi pomoze, nigdy nie spotkalam sie z odmowa.
- A gdzie Gerard?- spytalam, kiedy zjadlysmy i pozmywalysmy, a jego nadal nie bylo.
- Pojechal na trening, a potem po meble dla Milana. Ma przyjsc z chlopakami dzisiaj i to poskladac.
- Jakimi chlopakami?- spytalam szybko.
- Moze Ney przyjdzie.- usmiechnela sie, a ja zmierzylam ja morderczym wzrokiem.
- Jestes straszna.
- Za to mnie kochasz.- puscila mi oczko i poszla do placzacego Milana. Juz wiem, ze to ma po naszej rodzinie. Niby spokojny, ale jest jak tykajaca bomba zegarowa. Czyli rodzina Pique przedstawia. Polozylam sie na kanapie i patrzylam w sufit. Rozmyslalam o tym, jak tu bedzie, jakich ludzi jutro poznam, czy na pewno bede pasowala do Barcelony. Nie chcialam sie niczym wyrozniac, chociaz wiem ze przez moje nazwisko bedzie to nieuniknione. Byl juz prawie wieczor, kiedy Geri przyjechal z Carlesem, Cesciem, Bojanem i Neymarem. Zaczynam sie zastanawiac, czy przypadkiem ten ostatni nie zjawil sie nie po to by pomoc swojego koledze, ale zeby denerwowac mnie tak samo jak w nocy tym telefonem.
- Natalia.- Cesc usmiechnal sie i skoczyl na mnie, a ja zepchnelam go z siebie, przez co spadl na kanape. Usiadlam na nim i zaczelm go laskotac, ale pilkarz odepchnal nie do tylu i teraz to on laskotal mnie i siedzial na mnie.
- Poddaje sie!- mowilam przez smiech. Fabregas wstal ze mnie z szerokim usmiechem i podniosl mnie do pionu. Przywitalam sie z reszta. Przygladalam sie co robia z zaciekawieniem, zawsze lubilam patrzec na to co ktos robi. Skladali lozeczko, w sumie to Carles skladal a reszta mu przeszkadzala. Usiadlam obok niego i staralam sie mu pomoc.
- Wykorzystuja cie.- zasmialam sie pod nosem.
- Jeszcze nie dorosli.- rowniez sie zasmial, ale byl lekko przygnebiony.- Myslisz, ze ja bede dobrym ojcem?
- Puyi...- dotknelam jego ramienia, by na mnie spojrzal.- Wychowales mnie. Spojrz na mnie i sam powiedz, czy bedziesz dobrym ojcem.
     Popatrzyl na mnie, zastanowil sie i usmiechnal. Przytulil mnie, a ja zasmialam sie mu w szyje.
- Patrzac na ciebie to bede najlepszym ojcem.
- No to nie masz sie czego bac. Przepraszam, ale nie umiem ci pomoc.
- W skladaniu lozeczka?
- Tak.- zrobilam smutna mine.
- Wazne ze poprawilas mi humor i nadalas pewnosci siebie, dziekuje malenka.- pocalowal mnie w czolo i dalej skladal mebel. Rozmawialam z nim smiejac sie, kiedy inni zajmowali sie soba i olali Puyola skladajacego lozko dla Milana. Bylam zla na nich, a szczegolnie na swojego brata. Patrzylam na nich krzywo, kiedy zwracali na siebie moja uwage. Neymar jako pierwszy zauwazyl ze cos jest nie tak, wiec usiadl obok nas i skladal lozko razem z Puyolem.
- I dlatego wlasnie kupilem gotowe meble dla Daviego.
- Slaby jestes.- skomentowal Carles, za co dostal z piesci w ramie.
- Ej nie bij go.- zrobilam dziubek, a ten usmiechnal sie do mnie znaczaco.
- Jak sie spalo?
- Swietnie.- mruknelam pod nosem, a on patrzyl sie na mnie z usmiechem. Puyol spojrzal to na mnie, to na niego i zagwizdal.- CARLES!- pisnelam i uderzylam go w noge. Ten zasmial sie jedynie i pokrecil glowa rozbawiony cala sytuacja.
- Bedzie co?
- Juz jest.- stwierdzil Ney i usmiechnal sie, patrzac wprost na mnie. Powoli zaczynal wyprowadzac mnie z rownowagi. Mialam ochote rzucic go szczebelkiem do lozka, ale powstrzymalam sie. Za duzo swiadkow i dowodow. Nie chce przez niego spedzic najlepszych chwil mojego zycia w wiezieniu.
- Nic nie bedzie.- mruknelam zla.
- NATALIA RATUJ!- uslyszalam przerazliwy pisk Shakiry. Poderwalam sie wraz z pilkarzami i poszlam szybko do pokoju piosenkarki.


Znowu rozdzial mi sie nie podoba. Nie pisze ostatnio dobrze, i mam tego swiadomosc. Ale staram sie wrocic do upragnionej weny. Pozdrawiam i do nastepnego!:) 

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdzial III: We Can't Stop.

      It's our party we can do what we want

     Nie moglem skupic sie na treningu. Natalia pojechala do domu busem, nie chciala zostac i poczekac na mnie albo ktoregos z chlopakow. Mowila, ze jest bardzo zmeczona. Ciagle w glowie siedziala mi wlasnie ona i jej tajemnicza natura, ktora koniecznie musialem poznac. Jak na razie nie lubila mnie, wolala pogadac z Alexisem, powyglupiac sie z Tello albo robic z Fabregasem glupie rzeczy innym. Patrzylem sie na nia z usmiechem, widzac ja taka szczesliwa, a jeszcze w samochodzie plakala mi na szybe.
    Zarobilem dodatkowe kolka za swoja nieobecnosc na treningu. Trener przygladal mi sie w ciszy ze sroga mina, wiedzialem ze zaraz czeka mnie jakas dluga wypowiedz na temat mojego zachowania. A najbardziej pragnalem snu i kapieli. Tak, to bylo zdecydowanie to.
     Wszedlem do szatni i udalem sie prosto pod prysznic. Przynajmniej kiedy wroce do domu bede mogl od razu polozyc sie spac. Mylem sie chyba z pietnascie minut, wiedzialem ze nikogo juz nie ma, wiec wyszedlem jedynie w bokserkach. Nie moglem uwierzyc wlasnym oczom. Tylem do mnie, pochylajac sie nad szafka Pique, stala Ona. Przebrana, miala na sobie obcisle, czarne spodenki jak do gry w siatkowke, odslaniajace kawalek jej pieknych posladkow. Wyzej miala przeswitujaca, biala bluzke i czarny koronkowy biustonosz. Na nogach miala air force. Odwrocila sie nieswiadoma mojej obecnosci. Spojrzala na mnie, a jej twarz niemal od razu oblaly rumience.
- Ja..przepraszam.- wydukala i chciala wyjsc z szatni, ale zlapalem ja za reke i przyciagnalem do siebie tak, ze opierala sie o moja naga klatke piersiowa.
- Kogo szukasz?
- Pique kazal wziac mi swoje spodenki.
     Podeszlem do szafki obroncy i od razu znalazlem szukana przez jego siostre rzecz. Podalem ja jej, a ta oderwala wzrok od ziemi.
- Dzieki.- powiedziala cichutko i chciala wyjsc, ale zastapilem jej droge.
- Odwioze Cie.
- Nie trzeba, zaraz mam busa.
- Prosze...- spojrzalem w jej oczy i zrobilem mine przybitego psa. Zawachala sie, ale pokiwala glowa i chciala wyjsc z szatni, jednak znowu pociagnalem ja na siebie.
- Przestan to robic!- mruknela oburzona, uderzajac mnie w ramie. Zasmialem sie i powiedzialem zeby usiadla i poczekala na mnie w srodku. Specjalnie przeciagalem chwile w ktorej sie ubieralem, zeby nie tyle co zrobic na niej wieksze wrazenie, ale aby spedzic z nia wiecej czasu w jednym pomieszczeniu.
     Raz po raz zerkalem w jej strone i z satysfakcja stwierdzilem, ze przygladala mi sie. Podobalem jej sie i musialem zaczac dzialac, zeby byla moja. Nie wazne ze jest siostra Pique, podobala mi sie i to bardzo. Szedlem z nia ramie w ramie, raz po raz niby przypadkiem dotykajac jej nadgarstka. Ona jednak nie zwracala na to najmniejszej uwagi. Szla przed siebie, dobrze czujac sie na stadionie. Prawdopodobnie spedzila tutaj cale zycie, w koncu Gerard jest wychowankiem La Masii.

     Nudzilam sie w domu, zdecydowanie wolalam towarzystwo swoich znajomych w Sevilli. Siedzialam na lozku i czekalam az przyjdzie moj brat z Shakira i malutkim Milanem. Nie moglam doczekac sie dwojego pierwszego bratanka. Mam nadzieje, ze bede miala ich troche wiecej. Z niecierpliwoscia krzatalam sie po domu, probowalam sprzatac ale nie mialam czego sprzatac. Panowal tu straszny porzadek. I co najlepsze, nie sprzatala Shakira ale moj brat. Byl strasznym perfekcjonista nie tylko w grze, ale i w czynnosciach codziennych jak miedzy innymi wyglad i sprzatanie. Jednym slowem, Isabel nie musiala sie martwic ze Geri nie posprzata po imprezie, ktora zdemoluje niemal caly dom.
     Uslyszala jak ktos wjezdza na podjazd i skakala w korytarzu z radosci, niczym male dziecko. Kiedy moj brat wniosl do domu male dziecko, zrobilam wielkie oczy.
- Przestan bo Ci zaraz wypadna!- skarcil mnie tata. Nie moja wina, ze mialam tak duze oczy, ze wygladaly jakby mialy zaraz wypasc.
- Pokaz mi, pokaz mi, pokaz mi, pokaz mi.- mowilam ciagle skaczac. Nie moja wina, ze razem z Gerim zachowujemy sie jak dzieci.
- Potrzymaj, bo musze wyciagnac rzeczy Shak.- powiedzial i podal mi malenstwo. Usmiechnelam sie szeroko i wzielam go na rece. Byl przesliczny, mial oczka po mamusi i usta po tatusiu. Patrzyl sie na mnie i tyle. Nic innego nie robil. Nie plakal, nie marudzil, po prostu wpatrywal sie we mnie slodkimi oczkami.
- Jaki slodki.- powiedzialam i usmiechalam sie do mojego bratanka. Wiem, ze jestem matka chrzestna, ale ze zdziwieniem wybrala mnie Shaki, a nie Gerard. Ciekawi mnie kto bedzie ojcem chrzestnym, pewnie Cesc. Ba! Na pewno Cesc. W koncu sa najlepszymi przyjaciolmi.
- Bo moj.- zawolal i zamknal drzwi. Shakira byla obrazona na swojego chlopaka, ale mijalo jej to, kiedy widziala z jaka pasja i miloscia zajmuje sie swoim synkiem. Nawet usmiechnela sie raz do niego. Sama bylam zdziwiona dojrzaloscia swojego brata, nigdy wczesniej nie zachowywal sie tak powaznie. Co ja mowie, on nigdy nie byl powazny. Niemalze ciagle byl malym, psotnym dzieckiem. Nie z wygladu i nie z kobietami, rzecz jasna. Usiadlam z moim chrzesniakiem na kanapie, obok Isabel.
- Jak sie czujesz jako mama?- spojrzalam na nia i dostrzeglam w jej oczach zadowolenie i dume z ostatniego slowa. "Mama" czy to tak dumnie brzmi?
- Jakbym przy porodzie nie czula sie jakby mi ktos lamal wszystkie kosci, to moglabym zaraz rodzic i drugie dziecko, ale poczekam sobie rok i dopiero pomyslimy o nowym.
- Myslalam, ze mialam cesarskie ciecie.
- Mialam miec, ale poczulam sie na silach i cos kazalo mi sprobowac, a ze jestem uparta i oczywiscie twarda to mi sie udalo.- zasmialam sie po slowach pewnej siebie kolumbijki i to wlasnie mnie w niej urzeklo. Jest bardzo ciepla i mila osoba, ktora pomoze ci nawet jesli dobrze cie nie zna. Nie ma do nikogo zlych zamiarow, nawet do wrogow.
- Nie bedzie ci przeszkadzalo ze tutaj bede?
- Bardzo.- odpowiedziala z grobowa mina, patrzac mi sie prosto w oczy. Nie wiedzialam nawet co powiedziec, myslalam ze Shak mnie lubi i pozwoli zostac, ale w tym wypadku nie moglam im przeszkadzac.- Ale ty jestes glupia, drugi Gerard. Glupie pytanie, oczywiscie ze nie bedziesz mi przeszkadzac, w koncu nie bede siedziala sama, jak on bedzie wychodzic na treningi, bede miala pomoc do Milana. Nie martw sie, nie bedziesz sprawiac klopotow.- pocieszyla mnie, a ja wyraznie odetchnelam i sie rozluznilam.- Masz juz szkole?
- Tak, to jakies trzy mile stad, w najgorszym wypadku bede mogla chodzic pieszo, ale musialabym wstac godzine wczesniej. W czwartki i piatki bede miala zajecia w szkole muzycznej.
- Ile razy mowilam ci zebys nagrala cos ze mna.- powiedziala, jakby to byla najnormalniejsza rzecz w swiecie. Ale postanowilam, ze nie chce wybijac sie dzieki nazwisku i znajomosciom, jesli mam zbudowac swoja kariere to sama. Bez pomocy gwiazd takich jak Shakira czy moj brat. Chce sama dojsc do czego wielkiego, a wierze ze tak sie stanie i moja przyszlosc bedzie wygladala tak jak sobie wymarzylam.
- Wiesz, ze nie chce. Na moim miejscu tez bys tak postapila, uwierz.
- Ale juz dawno mialam kontrakty i bys sie rozwijala, nie w jakiejs barcelonskiej szkole muzycznej a z najlepszymi tworcami muzyki.
- Ty w domu mi wystarczasz, jako prywatna korepetytorka.- poklepalam ja po ramieniu, a Milan zaczal plakac. Z przerazeniem od razu oddalam go piosenkarce. Popatrzyla na niego dziwnie, potem na mnie, na Pique i znowu na niego.
- Chyba jest glodny.- odparla przerazonym glosem.
- To go nakarm? Wyjmij  tego no i karm.- moj brat wzruszyl ramionami, stojac caly czas w progu kuchni.
- Sam wyjmij tego no i go karm.- odparowala mu od razu i popatrzyla na niego morderczym wzrokiem. Pique wycofal sie do pomieszczenia i slyszalam, ze tlucze garnkami. Probowal pewnie gotowac. I zlapal mnie dylemat, czy zostac z mamuska Shak czy pomoc bratowi w gotowaniu, poki ma jeszcze gdzie i na czym.
- To ja pojde do niego bo spali wszystko i bedziesz bardziej zla.
- Ja nie jestem zla.- pisnela. Wzdrygnelam sie wystraszona i pobieglam do Geriego. To co zastalam w kuchni mnie przerazilo. Jak w minute mozna zrobic taki syf? Wszedzie byla maka, skorupki po jajkach porozrzucane byly w kolo razem z srodkami, na blatach bylo pelno dziwnej masy. Zastanawialam sie, czy moze on nie zrobil tego wczesniej, czy ma jakis talent. Sama nie wiedzialam ktora opcja jest lepsza i nie chcialam sie dowiedziec. Podbieglam do niego i wskoczylam mu na plecy, zeby nie zrobil nic wiecej z ta masa. Chcial wlasnie wlac cala do garnka. Co on chcial zrobic? Zaryzykowalam i nie wyszlo mi to na dobre. Cala masa znalazla sie na moich wlosach. Pisnelam przerazona i spojrzalam na niego morderczym wzrokiem.
- A moglam karmic Milana ze mna.- powiedziala zadowolona kolumbijka i poszla z dzieckiem do sypialni.
- CO TY CHCIALES ZROBIC?- krzyknelam na swojego brata, patrzacego sie na mnie z szeroko otwartymi oczami i ustami.
- Masz omleta na wlosach.- zamiast odpowiedziec na moje pytanie, wskazal palcem na moje loki, a raczej na kapiace po nich ciasto.
- To twoim zdaniem jest omlet?- unioslam jedna brew do gory.
- Zepsulas mojego omleta!
- Przykro mi Geri, on juz nie zyje.- westchnelam zla.- Tak jak ty, jak ogarne wlosy.- wstalam i ruszylam do lazienki, zostawiajac za soba kroplke masy.
     Na zlosc nie moglam domyc wlosow, maka nie chciala z nich zejsc. Mylam i suszylam je szesc razy, az doprowadzilam je do porzadku. Bylam przekonana, ze zniszczylam je tak bardzo szamponem Shak ktory utrwala kolor- patrzac na to ze ja mam naturalny kolor wlosow- ze bede musiala obciac je conajmniej do polowy plecow. Wyszlam z lazienki po dwoch godzinach, bez makijazu, w dresowych, mega krotkich spodenkach do spania i koszulce na ramiaczkach.
- Gerard nie chowaj sie, i tak cie zabije.- mruknelam, kiedy moj brat schowal sie na kanape, gdy tylko uslyszal jak drzwi od lazienki sie otwieraja i zamykaja. Podeszlam do zwinietego w kulke pilkarza.
- Nie wlosy i twarz, tylko nie wlosy i twarz.- piszczal jak dziewczynka. Ja tak piszczalam, no moze troszke ladniej i mniej zalosnie. Patrzylam na niego z niedowierzaniem, ze jestem siostra takiego debila.
     Uslyszelismy dzwonek do drzwi, a nastepnie jak te sie otwieraja. Potem to juz bylo jeszcze gorzej. Alves wbiegl do salonu i rzucil sie na Gerarda, calujac go po calej twarzy. Alexis wturlal sie, krzyczac ze jest kebabem. W reku trzymal wielkiego balona w rozowym kolorze z napisem HAPPY DADDY GIRL. Iniesta z Messim wjechali na sobie, a raczej Messi na Iniescie. Andres na czworakach staral sie zrzucic cracka z siebie, ale marnie mu to wychodzilo. Tello i Bartra wniesli Bojana, ktory odwiedzil ich i stwierdzil ze nie ma zamiaru chodzic i trzeba go nosic bo jest ksiezniczka. Mascherano i Alba w miare normalnie starali sie wchodzic, ale niezbyt im to wychodzilo, reszta druzyny minela mi z oczu.
     Przywitali sie ze mna, poznalam nowych pilkarzy Barcy oprocz jednego...
- Nie, bez kaganca niech tu nie podchodzi!- pisnelam i schowalam sie za Fabregasa. Suarez chyba nie wiedzial, ze to sa zarty bo patrzyl sie dziwnie na mnie i na innych.
- Wlasnie, gdzie macie smycz?- zawolal Alexis, rozgladajac sie po domu.
- Wy tak na serio?
- No na serio, ja nie chce zostac wilkolakiem!- odezwalam sie zza Cesca.
- Luiz Suarez, czlowiek ktory doslownie wygryzl Wlochow z Mundialu.- odezwal sie Neymar.
- Sprawdzal tylko ich swiezosc.- dodal Messi.
- Ja tez jak jestem glodny to nie jestem normalny.- westchnal Alves.
- Ty nigdy nie jestes normalny.- oddal Pique.
- Suarez pragnie twojej krwi.
     Kiedy zauwazylam ze zaczyna sie mu robic przykro wyszlam zza Fabregasa i usciskalam go.
- Nie martw sie, kazdy nowy to przechodzil, ja tez.- usmiechnelam sie do niego i wyciagnelam reke.- Natalia.
- Luis.
- To wiem.
- Kiedy przestana?
- Potrafia miec pompe z tego caly czas, ale im sie znudzi. Poczekaj, zaraz zobaczysz, kazdy cos glupiego zrobil i ich mecza, patrz, ej Pique, Bojan tu jest!
- I co  z tego?- zdziwil sie.
- Ibra wie?
     No i zaczelo sie dogryzanie mojemu bratu. Smiali sie, ze jego partnerka nie jest Isabel, ale Ibrahimovic, ale to zwiazek na odleglosc, a one nie zawsze wychodza. Nowi pilkarze niezbyt wiedzieli o co chodzi, ale wkrecili sie i rowniez sie z niego smiali. Cieszylo mnie, ze poczuli sie jak u siebie w domu.
- UWAGA!- krzyknal Alves i w turbanie na glowie zasiadl na srodku stolu.
- Zaczyna sie.- mruknela siedzaca w kuchni Shakira i obserwujaca cale zajscie. Milan wpatrywal sie  w rozowego balona. Alexis nie trafil z plcia.
- GERARD PIQUE wielki omszaly obronca, prowadzi bujne zycie erotyczne, raz jego partnerem jest Waka- Wakabayashi- Shakira zgromila go wzrokiem, ale ten udawal ze nie zauwazyl- kiedy indziej zas cygan z San Siro czy Paryza, czasem obaj na raz.
     Wymyslili kolejna zabawe, czyli opisywanie siebie, w dosc niezwykly sposob. Usiadlam obok Alvesa, postanowilismy ze oboje bedziemy prowadzacymi tego przedstawienia.
- Jak zaczelismy o Pique to skonczmy o jego milosciach.- puscilam oczko do Bojana.- Nie martw sie cygan, na razie nie o tobie.
- ZLATAN IBRAHIMOVIC  wywalono go z Barcy za kiepskie umiejetnosci aktorskie i zbyt wysoki wzrost, przez co czasami nie zauwazal swoich mniejszych kolegow z szatni i ich rozdeptywal.
     Tutaj nie bylo smiechow. Patrzyli sie na Daniego jak na idiote. Panowala dosc niezreczna atmosfera, a on nie wiedzial co powiedzial nie tak.
- Alves...- zaczelam i podrapalam sie po ramieniu- to byl samohejt.
- Ale czego?
- Z tym wzrostem, bo wiesz... jestes jednym z najnizszych.- wytlumaczyla mu Isabel, jak najdelikatniej umiala.
    No i Alves powiedzial swoje, bylo smiesznie, czasami mniej, czasami prawie spadalam ze stolu ze smiechu.
- Na zgrupowaniu jest lepiej, nie widzieliscie jak mowia na Ikera.- zasmiala sie Shaki.
- Krotkie raczki, ewentualnie arbuz.- zawolal Alba.

     Chlopaki schlali sie i nie wiedzieli co maja robic, wiec co robili? Dzwonili do innych z zastrzezonego numeru. Pokladalam sie ze smiechu, kiedy zadzwonili do mamy Alby i powiedzieli ze Jordi wlasnie zapladnia dziewczyne i ze musi przygotowac sie na dzieci. Niestety ciocia Alicia rozpoznala glos Gerarda. Ma stawic sie u niej za dwa dni i wyspowiadac wszystko co zrobil innym niewinnym ludziom(czytaj mnie) no i jej synkowi.

     - Mmm...- zamruczalem cicho, sam do siebie, kiedy Natalia pochylila sie i pomagala wstac Fabregasowi. Miala ksztaltne i ponetne posladki, dodatkowo polowe widac bylo dzieki krotkim spodenkom. Nie zdawala sobie pewnie sprawy rowniez z tego, ze koszulka jej przeswituje i dokladnie widac zarys jej nie duzej, lecz rowniez i nie malej piersi w staniku. Byly cudowne, idealne tak jak cala ona. Siedzialem na kanapie i przygladalem sie tej scenie z zaciekawieniem, kiedy ktos skoczyl na mnie od tylu, prawie miazdzac mi krocze. Krzyknalem z bolu i poturlalem sie po podlodze.
- Ney arbuziku nic ci nie jest?- uslyszalem glos Alvesa. Nachlal sie i zaczal mowic jak dziewczyna, wiedzialem ze tak bedzie. Zwrocilem na siebie uwage Natalii, przypadkowo, ale zwrocilem. Podeszla do nas z zdziwiona mina.
- Dani... Dlaczego trzymasz reke na interesie Neymara?- zapytala, a ja stracilem z siebie i poturlalem sie dalej od niego. Spojrzal na mnie, na nia i na swoja reke. Potem odbiegl gdzies ze smiechem. Idiota.- Geje.
- Nie prawda.
- Masowal Ci krocze.
- Nie widzialem!
- No tak, nie opierales sie.
- Wolalbym zebys ty mi masowala.- zamruczalem, a ta prychnela i skrzyzowala rece na piersi.- Zdejmij rece, ladny widok byl.
- Idiota.
- A ty masz fajne cycki.
- Nie watpie ze nie widziales lepszych. Ach te geny.- machnela wlosami i odeszla kawalek. Ten wieczor moglem zaliczyc do udanych, milo spedzony, bez klotni z blondynka, do tego takie widoki.


Kochani, wiem ze moje rozdzialy nie sa jak dawniej, ale staram sie jak moge. Do nastepnego!:) Z pozdrowieniami dla Paulinki, kocham Cie cioto;* 



niedziela, 27 lipca 2014

Rozdzial II: I think I'd have a heart attack.

   I think I'd have a heart attack 


  - Gerard?- powiedziala jedna z osob lezaca na sali. Wystarszylem sie, ze zaraz bedzie wielka panika dlatego ze tu jestemu. Powiodlem w strone dzwiecznego glowu, ktory wypowiedzial imie mojego przyjaciela.- Serio Geri?- powtorzyla.
     Moj przyjaciel byl wlasnie przewozony na sale gdzie mieli go zszywac, a ja juz wiedzielem ze dzisiaj ani on, ani ja nie zjawimy sie na treningu. Wychodzilem z sali, kiedy poczulem jak ktos podchodzi do mnie i zatrzymuje, lapiac za ramie. Odwrocilem sie zdziwiony i dostrzeglem dziewczyne, ktora wczesniej wypowiedziala imie obroncy. Pomyslalem, ze to zwykla fanka, ktoa trzeba zbyc z autografem lub zdjeciem. Spojrzalem na nia z gory, byla bardzo niska, miala moze z 150 wzrostu. Teraz wiem, ze jest wzrostu Shakiry. Dobrze, ze nie wyglada jak ona po przebudzeniu bo zszedlbym na zawal, na miejscu.
- Co sie z nim stalo?- spytala, tym samym wdziecznym glosem co na sali.
- Hmm raczej nie moge udzielac fanom takich informacji.- stwierdzilem, chcac jak najszybciej pozbyc sie dziewczyny i usiasc w chwili spokoju. Nie spalem od 25 godzin, i zaczynalo dawac mi to w kosc.
- Ale ja nie jestem fanka.- zmarszczyla brwi ukazujac swoje oburzenie.- Ja go znam.
- Tak, na pewno.- zasmialem sie pod nosem i jeszcze raz zmierzylem wzrokiem dziewczyne. Na oko miala moze z osiemnascie lat, nie wiecej. Byla szczupla i niska- jak wczesniej wspomnialem zreszta. Miala dlugie, jasne loczki po pas, co dodawalo jej anielskiego uroku. Okragla twarz, delikatne rysy i doleczek w prawym policzku. Patrzyla na mnie wielkimi, okraglymi oczami w morskim odcieniu. Gdzies juz widzialem taki kolor, ale nie moglem przypomniec sobie gdzie. Moj wzrok zatrzymal sie na jej sekswonej sylwetce, zdecydowanie miala wszystko na miejscu. Wygladala idealnie, tak jak powinna wygladac prawdziwa kobieta. Miala na sobie czarne, sliskie (ale nie skorzane) legginsy z wysokim stanem i krotka biala koszulke na rekawkow, ktora odslaniala jej plaski brzuch. na nogach miala biale, wysokie air forcy. Jej malinowe, pelne usta zgiely sie w pewnym siebie usmiechu. Wymijajac mnie usiadla na krzeselku obok sali do ktorej wczesniej wszedl, a raczej wjechal Pique. Poczulem slodki zapach jej perfum, ktore popudzily moje zmysly. Idac, ponetnie ruszala biodrami, przez co moje cialo odmawialo mi posluszenstwa i reagowalo nie tak jak powinno. Moze czas zaczac sie wspolchwalac z fankami?
     Pewny siebie usiadlem blisko niej, usmiechajac sie. Dziewczyna miala zalozona noge na noge i nie zwracala na mnie uwagi. Nie byla stad, poznalem to po jej bladym kolorze skory. Typowe Hiszpanki mialy ciemniejsza karnacje, a tajemnicza blondynka byla niemalze blada jak sciana. Troche mrocznie wygladala jej biala reka z pomalowanymi na czarno paznokciami. Nie spojrzala sie na mnie ani razu, co bardzo mnie zdziwilo. Musiala szalec za Pique, skoro nie zwracala uwagi na mnie, a przeciez siedzialem tak blisko niej. Inne dziewczyny oddalyby wszystko aby znalezc sie na jej miejscu.
- Czego tak bardzo zalezy ci na spotkaniu z Pique, hmm?
- To raczej nie jest twoja sprawa.- odpowiedziala tonem, ktory byl slodki, chociaz widoczne bylo ze starala sie zabrzmiec oschle.
- Nie boisz sie, ze Shakira bedzie zazdrona?- spytalem w zartach, a ta jedynie poslala mi kpiacy usmiech. Cholera, byla strasznie seksowna w tym swoim zdecydowaniu i pewnosci siebie.
     Po chwili ciszy postanowilem jakos zadzialac, zmienic temat z obroncy na taki, ktory pozwoliby poczuc, ze jestem nia zainteresowany, a nie jedynie zaciekawiony jej popedem do pilkarza.
- Czemu tu jestes? Nie wygladasz jakby cos ci sie stalo.
- To tez nie twoja sprawa.- powtorzyla sie, tym razem nie patrzac na mnie. Bardziej interesowal ja ekran swojego telefonu, niz rozmawianie z gwiazda Barcy. Zadziwilo mnie jej zachowanie. Moze byla jakas psychofanka Gerarda. W tym momencie zaczynalem zalowac, ze ja nie mam takich psychofanek, chetnie oprowadzilbym je po swojej sypialni.
- Nie jestes mila.
- Nie jestem mila.
- Starasz sie byc ostra, a tak na prawde jestes slodka.- wzruszylem ramionami. Spojrzala na mnie jak na idiote, ale grunt ze w ogole na mnie spojrzala. Widzialem, ze podobalo jej sie to co mowilem.
- Starasz sie mnie poderwac, a tak na prawde nijak ci to nie wychodzi.- odparowala niemal od razu.
     Wraz z jej slowami otworzyly sie drzwi do sali, z ktorej wyszedl moj kolega, trzymajac sie za glowe. Staralem sie nie wybuchnac smiechem, widzac smieszna czapeczke na jego glowie. Spojrzalem na niego rozbawiony, a on wpatrywal sie wystraszony w dziewczyne, siedzaca obok mnie. Jakby skads ja znal.
- Natalia?
- Fajna czapeczka, marynarzu.- zasalutowala mu, wstajac z miejsca. Moj wzrok od razu powedrowal na jej zgrabne posladki, ktore przyprawialy mnie o bol glowy i ciasnosc w spodniach. Widzac czemu sie przygladal, Pique zmierzyl mnie morderczym wzrokiem.
- Czemu nie mowilas ze przyjezdzasz?- obronca przytulil do siebie blondynke, co jeszcze bardziej mnie zdziwilo. O co tutaj chodzilo?
- Wy sie znacie?- spytalem zdezorientowany.
- To moja siostra.- mruknal dalej wkurzony na mnie kolega. Nie wierze, podrywalem siostre Gerarda Pique. Zabilby mnie jedna reka gdyby chcial, a ja nawet bym sie o tym nie dowiedzial. Latalbym trzy miesiace i ladowiska szukal jakbym dostal od niego w twarz, mamusia by mnie proca karmila.
- Nie podobni.- zmienilem szybko temat, chcac uniknac kary za tak pilne studiowanie posladkow siostry Pique.
- Jak nie?- oburzyli sie obydwoje. O matko boska, zrobili identyczna mine! Teraz wiem skad znam te morskie oczy. Pique mial takie same. Nie ze patrze mu sie  w oczy, ale trudno nie zauwazyc ich skoro sa takie piekne. Oczy jego siostry, a nie jego oczywiscie.
- No dobra, moze troszeczke.
- Troszeczke?- powtorzyli ponownie jednoczesnie, nawet nie zdajac sobie chyba sprawy z tego ze to robia.
- Przestancie mowic razem bo to dziwne.
- Pff- i znowu razem.
- Co tutaj robisz? Stalo ci sie cos?- obronca od razu zaczal przygladac sie siostrze ze wszystkicg stron, ale tak samo jak ja nie zauwazyl zadnych ran, ani nawet zadrapan. Nic. Nieskazitelne cialo.
- To ty nie wiesz ze twoja dziewczyna rodzi?- zdziwila sie.
- Shaki rodzi?!
- No tak, bylam u was ale ciebie nie bylo, jej odeszly wody wiec przyjechalam z nia. Ja i rodzice. Masz przypal, tyle ode mnie.- poklepala go po ramieniu. Zobaczylem ze zaczal ciezko oddychac, zatoczyl sie na sciane i... i zemdlal. No ladnie, teraz to i ja mam "przypal".

     Nie moglismy dobudzic wielkoluda, pielegniarki musialy oblac go duza iloscia wody zanim sie ocknal. Ale wolno mu bylo, pamietam jak ja reagowalem na to, ze moj syn sie rodzil, a nie bylem juz wtedy z Carolyn. Jego siostra coraz bardziej zaczela mnie intrygowac. Byla tajemnicza w swoim zachowaniu, pragnalem sam odkryc jaka jest. Odkryc jej najslabsze punkty, zachowania i dusze. Dzialala na mnie nie tak jak chcialem. Moje cialo nie moglo sie opanowac.
- Neymar.-podalem jej dlon. Byla tak zajeta martwieniem sie o swojego brata, ze nie zauwazyla tego, ze do niej podeszlem. Spojrzala na mnie ze lzami w oczach, ale za chwile znowu byla ta ostra i wredna nastolatka.
- Natalia.- podala mi niechetnie reke, a ja pociagnalem ja na siebie i wbrew jej sprzeciwom, pocalowalem jej policzek. Zdenerwowana odepchnela mnie  i chciala uderzyc, kiedy na sale wszedl lekarz prowadzacy Pique. Smiesznie zabrzmialo, ale tak to sie tutaj nazywa. Lekarz prowadzi naszego Pique.
- Pani jest...
- Siostra.- odpowiedziala i usiadla z powrotem na swoim miejscu. Opieralem sie o stolik za jej plecami.
- Pan Pique ma rane na glowie, musi odpoczywac przez jakis tydzien. No i to mdlenie moglo byc spowodowane nadmiarem wrazen i nadmierna iloscia alkoholu- spojrzal na mnie spod okularow, a ja staralem sie nie rozesmiac.  Zdawalem sobie sprawe, ze Gerard nigdy nie mial mocnej glowy do picia, ale bez przesady, mogl sie opanowac i sam pomyslec, to nie jest przeciez moja wina. Ja tam tylko bylem i doskonale bawilem sie z kumplami.
- Ale bedzie zyl?- spytalem rozbawiony.
- Bedzie.
- Szkoda.- mruknalem i spotkalem sie z morderczym spojrzeniem jego siostry. Puscilem jej zaczepne oczko, a ta odwrocila glowe, a jej slodkie loczki przekrecily sie razem z jej glowa. Powstrzymywalem sie, aby nie wydac z siebie charakterystycznego "aaww".
- Syn?- uslyszelismy cichy glos pilkarza. Usmiechnalem sie do niego i przygladalem, jak nerwowo rozglada sie po sali, szukajac chyba Shaki z jego synem.
- Jeszcze nie urodzila, to co zrobiles najpierw spieszylo sie z wyjsciem, a teraz nie chce tego zrobic.- mruknela jego siostra. Mieli takie same poczucie humoru, no moze Gero byl milszy. O wiele milszy od niej, no ale nie narzekalem. Nadrabiala uroda.
- To nie jest zabawne, ja do nich chce.
- Nie mozesz, jestes pijany i nie chce zebys znowu zemdlal. Rodzice z nia sa, ale nie powiem, jest na ciebie bardzo zla za to ze nie odbierales a dzwonila ponad czterdziesci razy. Fartem bedzie jak cie nie zabije czy cos.
- Ale ja nie wiem gdzie mam telefon.- spojrzal na mnie blagajacym spojrzeniem. Ja jednak rowniez nie wiedzialem gdzie podziewal sie jego telefon, nie mialem go i rowniez nie widzialem zeby obronca go uzywal. Pewnie zgubil gdzies przy bitwie albo z Masche, albo z Danim. Mozliwe tez ze z moim samochodem.
- No to to juz twoja sprawa braciszku, ja zostawiam cie teraz, jest rano, jestem zmeczona i wracam do waszego domu busem. Trzymaj sie i powodzenia z Shakira.
- Chwila chwila, a rodzice?
- To ty nie wiesz?
- O czym?
- Rodzice stwierdzili ze wieksze szanse na rozwiniecie muzyczne mam w Barcelonie i oddali mnie pod twoja opieke, wczoraj wieczorem sie zgodziles.
     Widzialem ze wielkolud jest zdezorientowany i widocznie nie pamieta tej rozmowy, jednak nie chcial bardziej podpasc siostrze i dal jej klucze  do domu, wczesniej podajc kod. Okazalo sie ze mi powiedzial zupelnie inne cyfry. Nie pamietal, dlatego wymyslil cos na poczekaniu.
- Jedz ze mna.- zaoferowalem sie. Rowniez chcialem jechac juz do domu i wypoczac, trening mial zaczac sie za dwadziescia minut a ja nawet nie mam rzeczy, wiec nic  z tego nie wyjdzie.
- Nie.- odpowiedziala twardo, nie ukrywajac ze nie podoba jej sie ten pomysl.
- Nati pojedz z nim i pojedzcie do klubu. Niech Natalia powie co sie stalo, ja Enrique lubi.
- Wole jechac busem.- zalozyla rece na swoich piersiach i zrobila obrazona mine, nie odwracajac sie nawet w moim kierunku. Tak samo robi Geri, nie mialem juz watpliwosci ze sa rodzenstwem bardzo podobnym do siebie z zachowania i postepowania. Mam nadzieje, ze nie z toku myslenia. Bo jesli tak to zycze dziewczynie powodzenia na przyszlosc.
- Nie bedziesz sie tlukla busami, jeszcze cos ci sie stanie. Jedz z nim albo powiem rodzicom ze cie nie chce.
- Ty nigdy mnie nie chciales.
- Oj przestan, kocham Cie.
- Wiesz co Geri, moze jednak to nie najlepszy pomysl, mieszkanie razem.- wstala z krzeselka i powoli udala sie w strone drzwi. Moj przyjaciel wolal ja, ale nie odwrocila sie ani razu. No i ten jak cos powie glupiego...
- Idz za nia, blagam.
     Nie musial mi dwa razy powtarzac, od razu poszedlem za Hiszpanka. Siedziala na krzeselku co wczesniej i chowala twarz w dloniach. Chyba plakala, nie chcialem zeby plakala. Nie znam jej, ale juz wiedzialem ze nie bede lubil jej lez. Usiadlem obok niej i nie wiedzialem co mam zrobic, wiec objalem ja ramieniem. Zerwala sie oburzona i wymierzyla mi policzek. Miala sile, to musze przyznac. Poczulem pulsujacy bol w prawym policzku, gdyby uderzyla troche mocniej i z piesci to wybilaby mi zeba, bez zastanawiania sie wstalem i podnioslem ja, przerzucajac sobie przez ramie. Nie zareagowalem, kiedy piszczala i probowala sie wyrwac. Byla lekka jak piorka, totalne przeciwienstwo swojego brata.
     Trudno bylo mi sie skupic, kiedy mialem jej tylek centralnie obok twarzy. W spodniach znowu robilo mi sie ciasniej, ale to siostra Pique. Nie jest dla mnie.
- Nienawidze Cie! Jestes idiota!- krzyczala na mnie, ale zbytnio sie tym nie przejmowalem. Siedziala ze mna w samochodzie, jechalismy wlasnie do obiektu treningowego, gdzie miala powiadomic o nieobecnosci brata. Jechalismy w ciszy chociaz chcialem sie odezwac. Balem sie, ze znowu mnie uderzy. Na prawde, ostra dziewczyna.
- Podobam Ci sie.- odparlem po chwili. Prychnela, ale nie odpowiedziala, jedynie patrzyla przez okno. Wiedzialem, ze sie jej podobam, nie bylo w tym w koncu nic dziwnego. Jestem jednym z najlepszych pilkarzy swiata, w dodatku bardzo przystojnym. Mam wysokie mniemanie o sobie, ale to zaleta bo znam swoja wartosc.
     Dojechalismy pod Ciutat Esportiva, ale blondynce nie kwapilo sie do tego aby wysiasc.
- Wysiadajmy ksiezniczko.- poinformowalem ja, a ta nie zareagowala. Dotknalem jej ramienia, a ona odskoczyla ode mnie jak oparzona. Plakala. Tego nie chcialem. Momentalnie zmienilem ton.- Jeju nie placz, prosze.
- Nie placze.- szepnela i wysiadla. Dokladnie wiedziala gdzie ma isc i co mnie zdziwilo, zostala wpuszczona bez problemow. Wszyscy ja tu znali. Poszedlem do szatni, postanowilem ze pocwicze w stroju ktory mam w szafce. Jestem spozniony tylko chwile, kilku pilkarzy jeszcze bylo w szatni. Przebieralem sie i poszedlem na murawe jako ostatni, a widok jaki zastalem byl calkiem dziwny. Wszyscy stali w wielkim kolku, slyszalem wesoly smiech siostry obroncy. Domyslilem sie, ze ja przytulaja. Usmiechnalem sie nawet, w koncu juz nie plakala.
- Czemu nie ma Gerarda?
- Bo rodzi...- powiedziala niepewnie.




Mamy napisana dwojeczke, dosc nie ciekawa, ale poczatki chyba takie sa.
Pozdrawiam!